Rosyjski wywiad w służbie propagandy
05.09.2009 21:22
Rosyjski wywiad w służbie propagandy"dziennik.pl/magazyn-dziennika/article440588/Rosyjski_wywiad_w_sluzbie_propagandy.html"Książka "Sekrety polskiej polityki", zaprezentowana 1 września przez rosyjski wywiad, miała dowieść "aktywnej współpracy Polski z hitlerowskimi Niemcami" - jak zapowiadał rzecznik Służby Wywiadu Zewnętrznego Siergiej Iwanow. Tymczasem zebrane dokumenty dowodzą czegoś zupełnie przeciwnego.
- To stary sposób sowieckich propagandystów - mówi "Dziennikowi" publicysta Radia Echo Moskwy Siergiej Buntman. - Tuż po wojnie przygotowano wskazówki, jak walczyć z zachodnią propagandą. Jedną z nich było "udowadnianie" własnych tez, powołując się na dokumenty, które świadczą o czymś odwrotnym - dodaje.
We wtorek w siedzibie agencji RIA Nowosti przy bulwarze Zubowskim poruszenie. Generał wywiadu z 40-letnim doświadczeniem Lew Sockow prezentuje swoją najnowszą książkę. Liczące 383 strony opracowanie ma ostatecznie udowadniać, że Polska ponosi część odpowiedzialności za wybuch II wojny światowej. Że przedwojenne władze w Warszawie ochoczo dogadywały się z III Rzeszą w sprawie podziału Czechosłowacji i Litwy. - Polska mogła zrobić znacznie więcej, by jeszcze przed wojną powstał system bezpieczeństwa zbiorowego w Europie, koalicja antyhitlerowska - mówił Sockow podczas konferencji prasowej.
Na zbiór dokumentów składają się meldunki sowieckiej agentury w Polsce, analizy NKWD dotyczące sytuacji w Europie, depesze polskich ambasad i poselstw. W większości niewiele wnoszące do naszej wiedzy o tamtym okresie. W ramach segregacji nie usunięto nawet tak banalnych meldunków, jak ten od przedstawiciela RP w Budapeszcie z 21 lutego 1937 r.: "Jak się dowiedziałem, Goering przyjedzie tu w kwietniu na polowanie". Najwyraźniej historycy z rosyjskich specsłużb pracowali w pośpiechu: raport posła RP w Rydze Franciszka Charwata o efektach podróży
szefa łotewskiej dyplomacji Vilhelmsa Muntersa do Paryża pojawia się w książce dwukrotnie.
Polska - kraj wrogi
Pozostaje pytanie, na ile zaprezentowane przez wywiad dokumenty są wiarygodne. Sam gen. Sockow przyznał na konferencji prasowej, że część z nich to kopie - NKWD miało niszczyć oryginały, by "nie narażać źródeł na ujawnienie". W książce nie przedstawiono ich skanów bądź reprintów. Są one po prostu przepisane, część przetłumaczona na rosyjski. - Polska była przez ZSRR traktowana jako kraj wrogi, w związku z czym wywiad sowiecki był szczególnie zainteresowany infiltracją naszego kraju - tłumaczy "Dziennikowi" specjalista do spraw stosunków polsko-sowieckich czasów 20-lecia Marek Kornat. Czy to znaczy, że Sowieci mieli w naszych władzach silną agenturę? Dr Kornat apeluje o ostrożność w wyciąganiu sensacyjnych wniosków. - Dopóki nie uzyskamy wglądu w znajdujące się w Moskwie akta służb specjalnych, niczego pewnego w tej sprawie nie możemy powiedzieć - dodaje.
Zbiór dokumentów urywa się na roku 1938. Z czasów II wojny światowej pochodzi zaledwie kilka, z czego większość - interesujących - dotyczy działalności rezydenta polskiego wywiadu Jana Kowalewskiego w neutralnej Portugalii. Dlaczego? Wszak w 1939 r. historia znacznie przyspieszyła. W "Sekretach…" tymczasem nie ma wzmianki o stanowisku polskich władz w sprawie zwycięstwa gen. Francisco Franco w hiszpańskiej wojnie domowej, zajęcia Kłajpedy i Pragi przez Niemców, wkroczenia Polaków na Zaolzie, utworzenia "niepodległej" Słowacji czy uzyskania brytyjskich gwarancji m.in. przez Polskę, wreszcie zbliżenia sowiecko-niemieckiego zakończonego podpisaniem paktu Ribbentrop - Mołotow. Czyżby dokumenty z tego okresu jeszcze bardziej przeczyły początkowej tezie? A może wytłumaczenie jest bardziej prozaiczne: wysocy funkcjonariusze NKWD, którzy zajmowali się Polską (Artur Artuzow, Abram Słucki i Erniest Furman), nie dożyli na wolności do 1939 r. Artuzowa rozstrzelano w 1937 r. za "szpiegostwo i przygotowanie aktów terroru", Słucki został otruty w 1938 r. w gabinecie szefa NKWD Nikołaja Jeżowa, a Furmana w tym samym roku aresztowano, po czym rozstrzelano za szpiegostwo i… dezinformację.
Jak przedstawia się rzekoma współpraca Rzeczypospolitej z III Rzeszą? Zacytujmy najciekawsze fragmenty. Wizyta szefa Reichstagu Hermanna Goeringa, 1935 r. "W czasie wizyty Goeringa w Warszawie żadnego porozumienia nie podpisano, jednak osiągnięto dżentelmeńskie porozumienie o tym, że: a) Polska poprze żądania Niemiec odnośnie równouprawnienia zbrojeń, a także Anschlussu; b) Niemcy, ze swej strony, poprą Polskę w jej żądaniu odnośnie porozumienia o mniejszościach narodowych; c) Dyskutowano kwestię wspólnego przeciwdziałania zwiększeniu wpływu ZSRR na sprawy europejskie". W tym samym roku NKWD raportuje: "Znany ze swoich francuskich sympatii generał Haller mówi, że teraz nie podlega już żadnej wątpliwości, iż między Niemcami i Polską zostało zawarte tajne porozumienie wojskowe, wymierzone w ZSRR. (…) Sikorski jest przekonany, że między Niemcami i Polską istnieje tajne porozumienie wojskowe, na mocy którego los polskiego Pomorza ostatecznie zostanie określony z korzyścią dla Niemiec". Polsce przypadłaby tylko linia kolejowa Katowice - Gdynia. Sam port zostałby na wzór sąsiedniego Gdańska wolnym miastem. W zamian Warszawa otrzymałaby całą Litwę, z jej najważniejszym portem - Kłajpedą.
Sensacja? - Z całą pewnością nie zawarto żadnego tajnego porozumienia. Pierwsze wzmianki na ten temat pojawiły się w prasie francuskiej. Prawdopodobnie - choć nie ma na to materialnych dowodów - to sowiecka dezinformacja - mówi "Dziennikowi" historyk Andrzej Paczkowski. Gdyby porozumienie faktycznie istniało, dlaczego nie zostało zrealizowane, gdy w marcu 1939 r. Rzesza zajmowała Kłajpedę? Fakty nie pasują do tezy także w przypadku Czechosłowacji. Raport z 1936 r.: "Zgodnie z dyrektywą Becka nacisk na Czechosłowację powinien zostać wstrzymany. W związku z tym wstrzymano aktywną wcześniej pracę w sprawie polskiej i słowackiej mniejszości narodowej (…) nie zważając na to, że w rękach polskich władz są materiały kompromitujące ją (Czechosłowację - red.) nie mniej niż Litwę (chodzi o wsparcie dla ukraińskich terrorystów - red.)". Powód? Wzmożone naciski Berlina na Pragę.
Zachować równowagę
Mimo początkowego ocieplenia relacji polsko-niemieckich po dojściu do władzy Hitlera i podpisaniu w styczniu 1934 r. deklaracji o niestosowaniu przemocy, później relacje ulegały stopniowemu pogorszeniu. O czym zresztą świadczą kolejne "sekrety". Chociażby dokument z 1937 r. zatytułowany przez rosyjskiego wydawcę "Informacja z Warszawy o konsultacjach polsko-niemieckich". Konsultacje w sprawie antysowieckiego sojuszu? Nie! Chodzi o nieudane rozmowy, w czasie których po raz kolejny nie udało się zawrzeć porozumienia w sprawie Gdańska.
Jak faktycznie wygląda nastawienie Warszawy do Rzeszy? Zacytujmy kolejny dokument: szyfrowany telegram ambasadora Jerzego Potockiego z 15 grudnia o jego spotkaniu z amerykańskim sekretarzem stanu Cordellem Hullem. "Pan Hull przeszedł do spraw polskich, mówiąc, że z zadowoleniem przyjął do wiadomości, iż Polska nie weszła w skład bloku faszystowskiego i nie grozi wprowadzenie w Polsce dyktatury". W wielu dokumentach powtarza się, że idee fixe polskiej polityki jest zachowanie równowagi między Moskwą a Berlinem.
- I słusznie, bo jak pokazała historia, stalinizm i hitleryzm były jednakowo zbrodnicze - mówi nam były szpieg rosyjskiego GRU Wiktor Suworow, autor książek o tematyce historycznej. Pojawiają się opinie szefa MSZ Józefa Becka, że w Europie tli się "wojna religijna" między faszystami (Niemcy, Włochy, Hiszpania) i skrajną lewicą (ZSRR, Czechosłowacja, Francja). Polska miała unikać wojny jak najdłużej, opierając się na neutralnej Wielkiej Brytanii. Dopiero w razie konieczności miałaby wybrać stronę faszystowską. Zdaniem SWR Warszawa podejmowała też działania
na rzecz rozbicia sojuszu francusko-sowieckiego. W tym celu Beck miał się potajemnie spotkać z liderem paryskiej skrajnej prawicy Francois de La Rocque’em. Radykał w zamian za torpedowanie traktatu miał dostać 1,5 mln franków. W ratach - bo w Banku Polskim zdaniem sowieckiego agenta nie było wystarczającej ilości gotówki.
Stwierdzenia, że Polska była "gotowa" do przystąpienia do wymierzonego w Moskwę paktu antykominternowskiego pojawiały się w ustach związanych z Kremlem historyków w ciągu ostatnich tygodni regularnie. Skoro byliśmy gotowi, dlaczego - mimo ponawianych przez Hitlera propozycji - nie przystąpiliśmy? Rzekoma gotowość do przymierza z Rzeszą pojawia się w dokumentach, jednak nie są to stanowiska polskich władz, ale np. opinie włoskich publicystów. "Wiodące organy prasowe w stolicy i na prowincji zamieściły informacje prasy zagranicznej, jakoby Polska miała stać się czwartym państwem w bloku antykomunistycznym" - piszą dyplomaci z Rzymu do polskiego MSZ.
Nadane przez redakcję SWR tytuły poszczególnych dokumentów często nie zgadzają się z ich treścią. Najdobitniejszy przykład to "Agenturalne doniesienie o działalności polskiego wywiadu przeciwko ZSRR" z listopada 1941 r. Na czym ta działalność miała polegać? Z dokumentu wynika, że na zbieraniu informacji od pasażerów kolei transsyberyjskiej o nastrojach panujących w kraju, agentach w łonie japońskiego wywiadu czy… rozmieszczeniu dywizji SS na okupowanych przez Rzeszę obszarach Ukrainy i Białorusi. W słowie wstępnym SWR oskarżyła też Armię Krajową o "terror przeciw żołnierzom Armii Czerwonej", co stawia ją w roli "wspólnika nazistów". Autorzy powołali się przy tym na list Stalina do prezydenta USA Franklina Roosevelta, traktując słowa tyrana jako odzwierciedlające rzeczywistość. Trudno odnieść się do tych zarzutów - dokumenty zawarte w "Sekretach…" milczą w tej sprawie.
- W całej tej sprawie chodzi o to, aby zrelatywizować pakt Ribbentrop - Mołotow. Kreml usiłuje udowodnić, że zawarcie porozumienia 23 sierpnia 1939 r. nie było niczym nadzwyczajnym, skoro wszyscy paktowali z Hitlerem - mówi nam prof. Paczkowski. Oskarżenia Polski o "aktywną współpracę z Rzeszą" wyglądają szczególnie kuriozalnie na tle działań Stalina. Już po wybuchu II wojny światowej ZSRR stał się najważniejszym dostawcą surowców (zwłaszcza ropy i rud) do Niemiec. W 1940 r. 52 proc. sowieckiego eksportu szło nad Łabę i Ren. Zdaniem historyków tylko dzięki Moskwie Hitler - odczuwający następstwa brytyjskiej blokady morskiej - był w stanie z powodzeniem zaatakować w 1940 r. Francję, Danię, Norwegię i kraje Beneluksu. 18 września 1939 r. Wiaczesław Mołotow przekazał ambasadorowi RP notę, w której stwierdził, że do wojny doprowadzili "nieudolni kierownicy narodu polskiego". W listopadzie tego samego roku "Prawda" piórem Stalina poszła o krok dalej. "Anglia i Francja napadły na Niemcy, biorąc na siebie odpowiedzialność za tę wojnę". Obecna kampania propagandowa Kremla jest tylko twórczym rozwinięciem tamtych słów. Słów pochodzących z ust najbliższego wówczas sojusznika niemieckich narodowych socjalistów.
Tagi:
propaganda, rosja, zsrr
Załóż blog